418x
000175
2025-04-09

Prestiżowy projekt czy totalna klapa? "Dom Ziemi" w Hamburgu

"Dom Ziemi" miał być nowym prestiżowym projektem tego portowego miasta. Jednak to, co na papierze wyglądało jeszcze na innowacyjną, reprezentacyjną budowlę, szybko zamieniło się w średnich, a nawet dużych rozmiarów katastrofę. Zupełnie jak Filharmonia nad Łabą. Gazety donosiły o chaosie na etapach planowania i realizacji. Kolejna duża inwestycja, która sprawiła problemy. I znów Hamburg. Co tutaj poszło nie tak?

Hamburg – wolne miasto hanzeatyckie z dwoma przepięknymi dzielnicami. HafenCity i Speicherstadt są symbolem architektonicznej różnorodności Hamburga. Jego znak rozpoznawczy, Elbphilharmonie, łączy historyczne dziedzictwo z nowoczesnym obliczem "Wenecji Północy", jak pięknie określa się to miasto. Jednak, podobnie jak w przypadku Elbphilharmonie, raz po raz staje się jasne: Hamburg ma problem. Problem z placami budowy.

Bo to miasto hanzeatyckie można by równie dobrze nazwać miastem placów budowy. Każdy. kto choć raz przedzierał się przez miejski ruch, próbując na przykład dotrzeć nad Morze Północne, wie, o czym mowa. Korek za korkiem, a kolejny objazd to tylko kwestia czasu. Wszystko dlatego, że od lat niemal wszędzie w centrum miasta coś się buduje. A inwestycje budowlane w tym miejscu cieszą się raczej złą sławą. Dlaczego? Mieszanka innowacyjnego budownictwa, marnowanych pieniędzy podatników, prywatnych inwestorów oraz polityków, którzy lubią się wtrącać. Prawdziwa beczka prochu, która co jakiś czas po prostu wybucha.

Po tym, jak przyjrzeliśmy się już szczegółowo budowie Elbphilharmonie, tym razem na tapet trafia kolejny prestiżowy projekt: Dom Ziemi. Również tutaj doszło do gigantycznego wzrostu kosztów budowy, licznych przestojów, błędnych szacunków i znacznego wydłużenia czasu budowy. "Dom Ziemi" stał się finansową studnią bez dna, która mogłaby konkurować z bohaterem jednego z naszych ostatnich artykułów, Zamkiem Houska. Wrotami do finansowego piekłą. Wszelkie terminy oddalały się coraz bardziej, koszty wymknęły się spod kontroli, a resztki budżetu pochłonął polityczny chaos. Przyjrzyjmy się temu wszystkiemu nieco dokładniej. Dlaczego i tutaj powróciły te same problemy? I czy Hamburg naprawdę niczego się nie nauczył?

"Dom Ziemi": Kolejna prestiżowa budowla dla Hamburga

Każdy, kto studiował w Hamburgu albo choć raz odwiedził tamtejszy kampus, wie, że Geomatikum to prawdopodobnie jeden z najbrzydszych budynków, jakie można tam znaleźć. Bardziej przypomina wysłużony blok z wielkiej płyty, jakie w innych miejscach są dziś masowo wyburzane. Większość z tych obiektów swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą.

Aby nieco poprawić swój wizerunek i wreszcie zacząć inwestować, zaplanowano nowy budynek: "Dom Ziemi". Cokół, który miała stać się nową siedzibą wydziału badań klimatycznych i nauk o Ziemi.

Oprócz wydziału nauk o Ziemi wraz z administracją oraz części nauk ekonomicznych i społecznych, zajmującej się skutkami zmian klimatycznych, powstaną tu także inne mniejsze obszary badawcze. Nową przestrzeń do pracy miały tu znaleźć także Centrum Badań nad Zrównoważonym Rozwojem Środowiska (FNU), Centrum Nauk Przyrodniczych i Badań nad Pokojem (ZNF) oraz Instytut Hydrobiologii i Rybactwa (IHF).

"Dom Ziemi": dane, cele i fakty

Prace projektowe rozpoczęły na początku 2010 roku i w większości zostały zakończone w 2013 roku. Nowy budynek uniwersytecki miał zostać bezpośrednio wkomponowany w kampus przy Bundesstraße. Oczywiście nadrzędnym celem było stworzenie nowoczesnej przestrzeni dla wykładowców i studentów. Jednak równie ważna była opinia publiczna. Chciano zrealizować nowy prestiżowy projekt, który przyciągnie uwagę zarówno w kraju, jak i za granicą.

Na początku prac budowlanych w 2015 roku plan był jasny: Nowy obiekt kampusu, "Dom Ziemi", miał zostać ukończony w 2020 roku. Budżet wynosił około 140 milionów euro. Przynajmniej na ten moment. Bo zarówno harmonogram budowy, jak i koszty inwestycji miały już wkrótce stać się jedynie mglistym wspomnieniem – bladym cieniem dawnych założeń.

Przebieg budowy – kronika problemów

Gdy projekt architektoniczny został ukończony w 2013 roku, dalszą realizację inwestycji przejęła miejska spółka GMH (Gebäudemanagement Hamburg GmbH).

W ścisłej współpracy z Uniwersytetem w Hamburgu firma ta przejmuje budowę, a także remonty i utrzymanie budynków publicznych w południowej części miasta, takich jak szkoły i uczelnie. Fundamenty był więc zapewnione. Wydawało się, że nic nie może pójść nie tak, prawda?

"Dom Ziemi": problemy na etapie planowania

A jednak. Ponieważ problemy z "Domem Ziemi" w Hamburgu zaczęły się właściwie jeszcze przed rozpoczęciem budowy – w samym środku etapu projektowania. Początkowo nikt tego nie zauważył. Dotyczyło to przede wszystkim tzw. technicznego wyposażenia budynku (TGA), czyli wentylacji, klimatyzacji i instalacji sanitarnych. Wystąpiły tu wyraźne braki, szczególnie w kwestii niewystarczających wymiarów instalacji. A przecież właśnie dla badań geonaukowych stabilny klimat wewnętrzny jest niezbędny.

Gdyby zrealizowano te plany bez zmian, w "Domu Ziemi" latem panowałby upał, a zimą mielibyśmy lodowate stopy – brzmi trochę jak Deutsche Bahn, prawda?
Na szczęście błędy zostały wykryte przez GMH jeszcze przed ukończeniem budowy i konieczne było w dużej mierze przeprojektowanie instalacji technicznych. To kosztowało czas. Czas i pieniądze.

Katastrofa komunikacyjna: rozpoczęcie budowy "Domu Ziemi"

Dwa lata później nastąpiło symboliczne wbicie pierwszej łopaty – rozpoczęcie budowy przyszłego "Domu Ziemi" w Hamburgu. Problemy z fazie planowania kontynuowane ciągnęły się również podczas samej budowy. W rzeczywistości cały projekt co chwilę się potykał, głównie robiąc kroki wstecz lub w bok. Kto zawinił? Właściwie niemal wszyscy.

Brakująca lub niewystarczająca komunikacja między uczestnikami projektu regularnie prowadziła do frustracji. Przekazywanie ważnych informacji lub mniejszych zmian między inwestorem zastępczym (GMH), projektantami, architektami, branżowcami, a później także wykonawcami nie odbywało się wcale lub odbywało się jedynie fragmentarycznie. Plany trzeba było wciąż odrzucać i opracowywać od nowa. Nawet najdrobniejsze decyzje ciągnęły się przez to w nieskończoność.

Opóźnienia budowy "Domu Ziemi"

Z powodu licznych problemów czas budowy wydłużał się, a pierwotny termin ukończenia przewidziany na 2019 rok znacznie się oddalał. Można by pomyśleć: to oczywiste, w 2020 roku pandemia koronawirusa pokrzyżowała wszystkim plany. To zapewne właśnie dlatego "Dom Ziemi" nie został ukończony na czas. W rzeczywistości jednak już na długo przed pandemią było jasne, że nie uda się dotrzymać terminu otwarcia.

Co prawda błędy projektowe zostały już usunięte, ale mimo udanego przeprojektowania budowa nadal się opóźniała. Kolejnym planowanym terminem był rok 2024, jednak i ten termin ponownie przesunięto. Obecnie zakłada się, że "Dom Ziemi" zostanie ukończony w 2025 roku. Przetargi, stan surowy, wykończenie wnętrz – wszędzie były opóźnienia. Ale co tak naprawdę oznacza wydłużenie czasu budowy w przypadku publicznej inwestycji?

- Utrata zaufania opinii publicznej (finansowanie budowy m.in. z pieniędzy podatników)
- Rosnące koszty związane z utrzymaniem placu budowy oraz przedłużaniem umów
- Wieloletnie rozwiązania tymczasowe dla studentów i wykładowców

"Dom Ziemi": eksplozja kosztów

Bez stopniowania napięcia: koszty budowy "Haus der Erde" wzrosły z 140 milionów euro do ponad 425 milionów euro. A więc mniej więcej do trzykrotności pierwotnie planowanego budżetu. Jak mogło do tego dojść? Tym razem – poza konsekwencjami błędów projektowych – nie było to związane z niekompetencją osób odpowiedzialnych, lecz było wynikiem splotu niefortunnych okoliczności.

Na początku znacząco wzrósł indeks w sektorze budowlanym, czyli średnie koszty budowy na metr kwadratowy. Do tego doszła ogólna inflacja, która również przyczyniła się do wzrostu cen. Jak dotąd — nic nadzwyczajnego. Jednak podczas pandemii COVID-19 także na budowie "Domu Ziemi" regularnie wstrzymywano prace. Plac budowy musiał być oczywiście nadal utrzymywany, aby na przykład z powodu braku ogrzewania lub wentylacji nie doszło do uszkodzeń budynku.

Gdy pandemia została mniej więcej opanowana, nadeszła kolejna fala kryzysu – tym razem w postaci rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Szczególnie mocno ucierpiała na tym branża budowlana. Materiały budowlane, takie jak stal i materiały izolacyjne, zdrożały między rokiem 2021 a 2022 nawet o 60-70%. Dodatkowo sektor budowlany zmagał się z problemami w łańcuchach dostaw oraz niedoborem pracowników. Zwłaszcza duże budowy zostały przez to znacznie opóźnione.

Kolejnym problemem związanym z dodatkowymi kosztami było standardowe przy tego typu inwestycjach pytanie: Kto ma to zapłacić? Kto dysponuje tak dużymi pieniędzmi? Miasto Hamburg, uniwersytet, a może państwo? Ostatecznie każdy wzrost kosztów prowadził do tego, co nieuniknione: do dyskusji. I nie, tym razem nie było prywatnych inwestorów. To akurat dobra wiadomość. Mniej dobra – przynajmniej dla mieszkańców miasta – była taka, że dodatkowe koszty zostały w całości pokryte z miejskiej kasy, czyli z pieniędzy podatników.

Szkody spowodowane zalaniem "Haus der Erde"

Gdy tylko sytuację udało się jako tako opanować, doszło do kolejnej katastrofy. Tym razem jednak nie z zewnątrz, lecz od środka. Mimo szeroko zakrojonych zmian projektowych doszło do poważnej awarii. W sierpniu 2024 roku wyciek ze zbiornika instalacji tryskaczowej spowodował ogromne szkody na drugim podziemnym poziomie budynku. Znajdowały się tam głównie pomieszczenia techniczne i planowane laboratoria. Jak wiadomo, technika i woda współgrają ze sobą mniej więcej tak, jak polityka i budownictwo – czyli wcale.

Szkody były tak duże, że woda wniknęła aż w betonowe ściany i stropy. Rozprzestrzeniły się grzyby i bakterie. Zamiast laboratoriów pojawili się na miejscu ludzie w innych białych fartuchach: cały dotknięty awarią obszar trzeba było odizolować i dokładnie odkazić. Ostatecznie konieczne było skucie i usunięcie około 1900 m² posadzki.

Osuszanie i usuwanie usterek miało potrwać miesiące. Po raz kolejny doprowadziło to więc do opóźnienia i jeszcze bardziej przesunęło w czasie planowane otwarcie. Nadal też nie ustalono, kto dokładnie powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za szkody. Nowy termin? Ostrożnie wskazuje się na początek 2025 roku.

Podsumowanie: "Dom Ziemi" w Hamburgu

W momencie powstawania tego wpisu (kwiecień 2025) nadal nie pojawiły się żadne nowe informacje. Zatem początek 2025 roku też raczej nie wchodzi w grę. Podsumujmy: podczas budowy "Haus der Erde" w Hamburgu pojawiło się wiele problemów. Część z nich była niezawiniona i trudna do przewidzenia, inne natomiast wpisują się w to, co mogliśmy już zaobserwować przy innych dużych projektach budowlanych.

Możecie też zajrzeć do naszego artykułu na ten temat Najważniejsze projekty budowlane w Niemczech: Czy zapomnieliśmy, jak budować? . Szczegółowo omawiamy w nim problemy, z jakimi Niemcy obecnie i w ostatnich latach mierzą się przy tego rodzaju prestiżowych inwestycjach. Warto przeczytać! Podsumowujemy dla Was największe problemy niemieckiej branży budowlanej związane z dużymi projektami, takimi jak "Dom Ziemi".

Faktem jest, że duży projekt budowlany z natury jest złożony. Trzeba uwzględnić wiele aspektów i skoordynować liczne procesy. Łatwo więc o błędy. A często nawet drobna rzecz może mieć poważne konsekwencje dla całej inwestycji.

"Haus der Erde" nie jest jednak pierwszym tego rodzaju projektem w Niemczech – ani nawet w samym Hamburgu. Miasto ma przecież doświadczenie z budynkami publicznymi i prestiżowymi inwestycjami, bo Hamburg wręcz składa się z takich placów budowy. A mimo to, niemieckie wielkie projekty wciąż napotykają na trudności.

Przyczyny niepowodzeń, opóźnień i eskalacji kosztów przy dużych budowach są jednak w większości przypadków takie same – tak było również w przypadku Domu Ziemi.

  • Niewystarczająca komunikacja

Problemy komunikacyjne między osobami odpowiedzialnymi za planowanie, politykę i wykonanie regularnie utrudniają branży budowlanej sensowne realizowanie projektów. Często różne branże tak naprawdę ze sobą nie rozmawiają.

Informacje krążą między poziomami jak w grze w głuchy telefon, przy czym połowa z nich jest przekręcana o co najmniej 100 stopni, a druga nie dociera do końca. A przecież komunikacja jest kluczowa. W przyszłości mogłoby tu pomóc BIM.

  • Możliwe do uniknięcia błędy w planowaniu i budowie

Kolejnym elementem warunkującym sukces tak dużego projektu jest prawidłowe planowanie i realizacja. Realizacja "Domu Ziemi" rozpoczęła się od poważnego błędu projektowego, który cofnął o lata całą inwestycję i kosztował miasto ogromne pieniądze. Tutaj kluczowa jest współpraca z firmami, które mają już doświadczenie w realizacji tego typu obiektów.

Najlepiej z firmami, z którymi miasto jako inwestor ma już dobre doświadczenia. W przetargach liczy się przecież nie tylko cena, ale także rzeczywiste kompetencje wykonawców. Lepiej zapłacić
nieco więcej na początku, by wszystko działało sprawnie, niż później poprawiać błędy i ponosić dodatkowe koszty.

  • Niedostateczne zarządzanie ryzykiem przy "Domu Ziemi"

Kolejnym dużym problemem w przypadku "Haus der Erde" było niewystarczające zarządzanie ryzykiem. Oczywiście tak duży projekt zawsze wiąże się z ryzykiem. Gdy budowa budynku ma trwać przez lata, można założyć, że na przykład ceny surowców w branży budowlanej będą się wahać lub nagle znacząco wzrosną.

Również nieprzewidziane zdarzenia, takie jak burze, powinny być uwzględniane już na etapie planowania. Podobnie inne formy kryzysów, które mogą negatywnie wpłynąć na termin ukończenia dużych inwestycji. A co, jeśli jedna z firm wykonawczych zbankrutuje w trakcie realizacji i nie będzie mogła kontynuować prac? W takich sytuacjach potrzebny jest plan B.

Kompleksowe zarządzanie ryzykiem jest niezbędne dla sukcesu projektu o takiej skali jak "Dom Ziemi". Od samego początku należy uwzględnić większy bufor bezpieczeństwa.

Wiele problemów przy budowie "Haus der Erde" można było uniknąć dzięki przewidującemu planowaniu. W branży budowlanej trzeba sobie stale uświadamiać, że dobre przygotowanie jest najlepszym fundamentem udanego projektu. Zwłaszcza komunikacja między planowaniem a wykonawstwem staje się tym ważniejsza, im większe i bardziej złożone jest przedsięwzięcie. Byłoby dobrze, gdyby niemieckie budownictwo robiło kolejne kroki naprzód, a nie wstecz. Zbaczanie z kursu zazwyczaj kończy się problemami.

Potrzebujemy silniejszego nacisku na cyfryzację, aby uprościć komunikację, poprawić kontrolę jakości w planowaniu i realizacji projektów budowlanych oraz planu B, C i D. Historia, zwłaszcza z ostatnich lat, pokazuje bowiem, że wszystko może potoczyć się inaczej, niż zakładaliśmy. Musimy zawsze spodziewać się tego, czego nie można przewidzieć i odpowiednio się przygotować – szczególnie, gdy stawka jest tak wysoka.


Autor

Luisa pracuje jako copywriterka i zajmuje się blogiem Dlubal. Tworzy treści redakcyjne, teksty i nagłówki oraz dba o spójną warstwę językową wpisów.



;