Od prawie 30 lat Australia ma budowlę, którą zna cały świat. Regularnie pojawia się na listach najpiękniejszych i najbardziej imponujących budowli na świecie: Sydney Opera House. I słusznie! Ogromne białe żagle świecą nocą w najróżniejszych kolorach, a w dzień mienią się w słońcu. Naprawdę wspaniały budynek.
Trudno sobie wyobrazić, że wokół Sydney Opera House było gorąco. Podczas planowania i budowy dochodziło do licznych konfliktów między architektem a rządem. Za drogi, zbyt czasochłonny, zbyt ekstrawagancki – a pod koniec twórca Sydney Opera House wycofał się z projektu. Dzisiaj przyjrzymy się wspólnie historii Sydney Opera House. Brzmi ekscytująco? W takim razie czytajcie dalej!
Sydney Opera House – Dlaczego Australia potrzebowała opery
Po II wojnie światowej prawie zapomniana wyspa coraz bardziej stawała się atrakcyjnym miejscem do życia. Australia stawała się coraz popularniejsza, a stolica Sydney gwałtownie rosła. Domy budowano taśmowo. Wprowadzały się tysiące ludzi. Ale wciąż brakowało kultury. Co więcej, aspirujące światowe miasto chciało prawdziwego symbolu, z którego można by było słusznie być dumnym.
Dlatego w 1956 roku ogłoszono konkurs architektoniczny na gmach opery w lokalizacji Bennelong Point, bezpośrednio nad brzegiem. Wpłynęło ponad 230 projektów z ponad 30 krajów. A zwycięzca? Tutaj robi się ciekawie, ponieważ nikt go nie znał. Przyjrzyjmy się dokładniej architektowi Jørnowi Utzonowi. Człowiekowi, który wygrał konkurs na Sydney Opera House.
Nieznany architekt: Jørn Utzon
Jørn Utzon był duńskim architektem, o którym na arenie międzynarodowej słyszano niewiele, jeśli w ogóle. Miał bowiem niewielkie doświadczenie w realizowanych dużych projektach. W jego projektach było wyraźnie widać, czym się inspirował:
- Żeglowaniem w porcie
- Muszlami
- Formami natury
- Świątyniami Majów
Co jest szczególnie ciekawe: jego rysunki były raczej szkicami niż kompletnymi planami budowlanymi. Przedstawił pomysły na desce kreślarskiej. Drugorzędne było przy tym, czy jego projekt jest w ogóle wykonalny. Kwestię wykonalności odważnych projektów możecie już znać z innych wpisów na blogu. W przypadku Zahy Hadid było bardzo podobnie. Jeśli chcecie tam zajrzeć, artykuł znajdziecie tutaj: Zaha Hadid - Blog .
Wracając do Jørna Utzona: czy jego projekt zachwycił od razu i wszyscy członkowie jury byli zgodni? Nie. Zdecydowanie nie. Jego szkice wygrały konkurs tylko dlatego, że jeden z jurorów wyciągnął je ponownie ze stosu odrzuconych prac. Zbieg okoliczności i duża doza szczęścia sprawiły więc, że projekt Jørna Utzona dla Sydney Opera House został wybrany.
Sydney Opera House: Dramat wokół dachu
Projekt był gotowy. Teraz chodziło o realizację. I właśnie tutaj zaczęły się problemy. Dach nie nadawał się do zbudowania. Właściwie nikt nie wiedział, jak miałoby to wyglądać. Kształty swobodne (Freiform) na początku lat 60. XX wieku były praktycznie niemożliwe. Przypomnijmy: nowoczesne obliczenia komputerowe? Na razie melodia przyszłości.
Analizę statyczno-wytrzymałościową (Statik) w tamtych czasach trzeba było obliczać ręcznie. Wielokrotnie próbowano przełożyć szkice na wykonalny projekt, ale po prostu się nie udawało. Przez wiele lat pracowano wyłącznie nad tym, aby konstrukcję dachu (Dachkonstruktion) przełożyć na realne liczby.
Dach Sydney Opera House: Rozwiązanie?
Pierwotnie wszystkie powłoki (Schale) miały mieć różne kształty. Podobnie jak żagle przypływających statków w porcie wyglądały zupełnie inaczej. Problem: każde szalowanie byłoby unikatem. Oznaczało to nie tylko ogromny nakład obliczeniowy, ale także ogromne koszty.
W przypadku wielu dużych projektów byłby to moment, w którym inżynier i architekt sfrustrowani się rozchodzą i przestają ze sobą rozmawiać. W przypadku Sydney Opera House było zupełnie inaczej. Doszło do wyjątkowo ścisłej współpracy między architektem Jørnem Utzonem a inżynierami z Ove Arup.
Podczas gdy Utzon zajmował się estetyką geometryczną (Geometria), inżynierowie rzucili się w wir obliczeń technicznych. W latach 1957-1962 przeanalizowano liczne możliwości: powłoki paraboliczne, powłoki eliptyczne, różne krzywizny i kształty swobodne (Freiform). Ale nic z tego nie działało.
Wtedy zespół inżynierów i Utzon dokonał przełomu: wszystkie elementy dachu powinny pochodzić z tej samej kuli. Niosło to ze sobą ogromne korzyści. Dzięki temu wszystkie powłoki (Schale) miały ten sam promień. Kula oznaczała również, że można było wielokrotnie używać tych samych szalunków i standaryzować je jako prefabrykaty.
Nie tylko uprościło to procesy, ale także uprościło obliczenia i znacząco obniżyło koszty. Był to zatem wspólny sukces na całej linii. Do dziś Sydney Opera House jest, jeśli chodzi o jego dach, lekcją poglądową na temat tego, jak architektura i inżynieria współpracują ramię w ramię, aby tworzyć wspaniałe budowle.
Sydney Opera House: Szczegóły techniczne
W sumie tylko na powłoki (Schale) potrzeba było ponad 2000 prefabrykatów betonowych elementów (Betonelement), a przenoszenie obciążeń (Lastabtragung) do fundamentów było niezwykle skomplikowane. Dach Sydney Opera House stanowił więc dla inżynierów nie lada wyzwanie. Przy użyciu konwencjonalnych metod obliczeniowych z końca lat 50. XX wieku całość byłaby zupełnie niemożliwa do zrealizowania.
Jednak biuro inżynieryjne Ove Arup wcześnie zaczęło wykorzystywać pierwsze komputery. W tamtych czasach obliczenia komputerowe były w dużej mierze pracą pionierską. To, co ręcznie trwałoby lata, było teraz możliwe w ciągu tygodni. To niesamowicie ułatwiło inżynierom skupienie się na innych ich zadaniach.
Opracowywali oni konstrukcję nośną (Tragwerk) Sydney Opera House krok po kroku i sprawdzali różne warianty. Wspierani przez złożone obliczenia wykonywane przez ich komputery. Do dziś rozwój Sydney Opera House jest uważany za kamień milowy, jeśli chodzi o interakcję między wiedzą inżynierską a techniką.
Pierwsze programy CAD kilka lat później opracowali i wykorzystali inżynierowie z niemieckiego biura inżynierskiego Andrä und Leonhardt. Na przykład do obliczenia konstrukcji dachu (Dachkonstruktion) Stadionu Olimpijskiego w Monachium. Opublikowaliśmy już wpis na blogu o tym imponującym budynku. Zapraszamy do lektury: Olympiastadion Monachium .
Swoją drogą: dach Sydney Opera House z daleka wydaje się biały. W rzeczywistości składa się z ponad 1 miliona płytek ceramicznych, które w wersji matowej, błyszczącej i kremowej zapewniają spektakularne refleksy świetlne. Z płytkami ceramicznymi dużo pracował również architekt i inżynier Santiago Calatrava. Jeśli chcecie przeczytać o nim więcej, tutaj znajdziecie ciekawy artykuł: Między elegancją a eskapadą: Santiago Calatrava .
Sydney Opera House: Eksplozja kosztów
Sydney Opera House na zewnątrz coraz bardziej nabierało kształtów. Prasa donosiła non stop. I, jak to często bywa przy dużych projektach, z biegiem lat głosy stawały się coraz bardziej krytyczne. Istniał bowiem punkt, o którym jeszcze nie rozmawialiśmy: koszty. Na początku budowy zakładano 7 milionów dolarów australijskich.
Szybko okazało się: to nigdy, przenigdy nie wystarczy. Ostatecznie projekt zamknął się na poziomie 102 milionów dolarów australijskich. Ponad 10 razy więcej niż planowano. Również pierwotny czas budowy wynoszący 4 lata był stopniowo wydłużany. Aż w końcu stał się czterokrotnie dłuższy. Takie opóźnienia w dużych projektach nie są rzadkością. Mówiliśmy już w innych postach o podobnych przypadkach. Jeśli interesują Was takie projekty, zajrzyjcie może tutaj:
- Elbphilharmonie w Hamburgu
- Niedziałające lotnisko Berlin-Brandenburg
- Forest City: Prawdopodobnie najdroższe miasto duchów na świecie
Sydney Opera House: Dlaczego tak drogo?
Przyczyny rosnących kosztów budowy Sydney Opera House były różnorodne. I zaczęły się jeszcze przed zakończeniem planowania. Budowano, nie mając ukończonego projektu budowlanego. Niedobre warunki.
Wynikało to przede wszystkim z konstrukcji powłoki dachowej (Schale). W końcu struktura musiała zostać najpierw opracowana. Przez to wiele prac, które właściwie były już wykonane, musiało zostać ponownie dostosowanych, a nawet przebudowanych. Budowano więc podwójnie i potrójnie, co oczywiście kosztowało czas, a tym samym i pieniądze.
Poza tym wszyscy zaangażowani skupili się najpierw na wyglądzie zewnętrznym. W rzeczywistości wnętrza na początku nie były jeszcze w ogóle zaplanowane i wielokrotnie je przeprojektowywano. Również sam inwestor, rząd stanu Nowa Południowa Walia, przyczynił się do nawarstwiania problemów. Nalegał on bowiem, aby rozpoczęcie budowy nastąpiło przed ukończeniem projektu. Ten prestiżowy projekt miał zostać ukończony tak szybko, jak to możliwe.
Kolejny problem dotyczył całej organizacji. Wiele rzeczy, na przykład ogólny podział ról, było niejasnych. Rząd, administracja budowlana, architekt i inżynierowie mieli różne wyobrażenia i niekiedy podejmowali zupełnie inne decyzje. Ostatecznie doszło do licznych różnic zdań i nieporozumień, które dodatkowo opóźniły budowę.
Sydney Opera House: Architekt znika
Ówczesny premier Joseph Cahill był zachwycony projektem. Chciał rozpocząć budowę jak najszybciej, jeszcze przed ukończeniem całego planowania. W końcu czuł presję medialną, podczas gdy oczy całego świata były zwrócone na Sydney Opera House.
Jednak Cahill nigdy nie doczekał ukończenia. Zmarł, a wraz z nim zniknął pozytywny, entuzjastyczny nastrój w rządzie Australii. Ponieważ w 1965 roku nowy minister robót publicznych, Davis Hughes, doszedł do wniosku, że wzrost kosztów musi się skończyć.
Zażądał następnie szczegółowej dokumentacji kosztorysowej i projektowej, a w końcu wstrzymał zaległe wypłaty honorariów dla Jørna Utzona. Architekt nie otrzymywał więc już żadnego wynagrodzenia za pracę, którą już włożył w projekt. Nic dziwnego, że relacje między obiema stronami nie tylko się popsuły. Raczej rozpadły się w drobny mak.
To wszystko miało daleko idące konsekwencje. Krytyczne głosy z rządu i mediów stały się dla Utzona zbyt przytłaczające. W 1966 roku wycofał się on jako architekt z projektu i opuścił Australię. Co więcej, nigdy już nie wrócił. Jak właśnie sugerowano: dużą rolę odegrała tu także prasa.
Dramat wokół Sydney Opera House: Rola mediów
Z biegiem lat, najpóźniej po zmianie rządu, prasa donosiła coraz bardziej krytycznie o projekcie. Na pierwszych stronach gazet ciągle czytano: wzrosty kosztów tu i opóźnienia w budowie tam.
Nierzadko Sydney Opera House nazywano studnią bez dna, czysto prestiżowym projektem lub po prostu marnotrawstwem podatków. Ale zamiast zająć się planowaniem i samą budową, prasa robiła to, co potrafi najlepiej: szkalowała pojedyncze osoby.
Pokazało się to również w przypadku innych architektów i inżynierów. Należą do nich na przykład legendarny inżynier Gustave Eiffel czy też Eugène Freyssinet, ojciec mostów z betonu sprężonego. Jeśli chcecie przeczytać o nich więcej, zapraszamy tutaj:
- Wieża Eiffla: znienawidzona, uwielbiana, niemal rozebrana
- Eugène Freyssinet: Ojciec betonu sprężonego
Jørn Utzon był więc coraz bardziej krytykowany osobiście i często przedstawiany jako główny sprawca wzrostu kosztów. W końcu otwarta, iteracyjna praca pionierskiego architekta nad Sydney Opera House była solą w oku opinii publicznej.
Media mówiły wciąż o złym planowaniu i megalomanii. Zwiększały tym samym również presję polityczną na rząd, aby działał ostrzej przeciwko architektowi. A jak to się skończyło, widzieliśmy już w poprzednim rozdziale.
Sydney Opera House: Po rezygnacji Utzona
Kiedy architekt Sydney Opera House, Jørn Utzon, 28 lutego 1966 roku oficjalnie zrezygnował i kilka tygodni później wyjechał, zabrał ze sobą całą dokumentację projektową. Wszystko, co jeszcze znajdowało się w jego biurze. Tym samym Sydney Opera House straciło nie tylko swojego mistrza, ale także dalsze plany.
Wiele szczegółów dotyczących dalszej budowy nie było w pełni udokumentowanych. Nowy zespół planistów musiał więc najpierw zapoznać się z oryginalnym projektem. A Utzon? Nigdy nie wrócił na plac budowy. Powołano nowy zespół architektów, który miał zapewnić szybkie i tanie zakończenie tej długoterminowej budowy.
Wraz ze swoim zespołem, w skład którego wchodzili Lionel Todd i David Littlemore, Peter Hall został głównym architektem odpowiedzialnym za dokończenie planowania budynku. Wnętrza miały być całkowicie przeprojektowane, a dla realizacji technicznej obowiązywały napięte budżety i harmonogramy. Te bardzo wąskie ramy zmusiły zespół do licznych zmian.
Na przykład duża sala nie została zaplanowana na przedstawienia operowe, ale jako sala koncertowa. Dla oper stworzono mniejszą salę. Ponadto zrewidowano oryginalne plany scen i techniki scenicznej. Materiały i wykończenie wnętrz ostatecznie znacznie różniły się od tego, co wyobrażał sobie Utzon. Ostatecznie Sydney Opera House zostało otwarte w 1973 roku, ale Utzon nie został nawet zaproszony.
Zmiany w planach przyniosły w końcu pożądane oszczędności, ale miały długoterminowe konsekwencje. Jakość wyposażenia wnętrz była bowiem niska. Jakżeby inaczej, przy napiętym harmonogramie i ledwie wystarczającym budżecie? Na przykład w sali koncertowej wystąpiły poważne problemy akustyczne.
Ponadto za sceną było o wiele za mało miejsca, aby przygotować następną dekorację lub statystów. Również wielkie opery, jakie wystawiano wówczas we wszystkich dużych gmachach operowych, były w tej małej sali po prostu niemożliwe do zrealizowania. Dodatkowo technika i logistyka były jednym wielkim chaosem.
Wiele rzeczy po prostu nie zostało przemyślanych do końca lub wykonano je połowicznie. Jedyna naprawdę dobra wiadomość: wielu z tych problemów już dziś nie ma. Ponieważ w ostatnich dziesięcioleciach wiele przebudowano, przeprojektowano i odnowiono.
Utzon i jego Sydney Opera House: Późna rehabilitacja
Wycofał się ze swojego najsłynniejszego projektu, ale kariera Utzona wcale nie podupadła. Zdobył międzynarodową sławę. Dzięki temu zmienił się również stosunek rządu Australii do niego. W latach 90. XX wieku zespół Sydney Opera House ponownie się z nim skontaktował.
A Utzon? Był więcej niż gotowy do pomocy! W końcu Sydney Opera House było nadal jego arcydziełem. Przynajmniej na zewnątrz. Ze względów zdrowotnych nie mógł już wprawdzie podróżować do Australii, ale pracował jako konsultant przy różnych przebudowach. Prawdopodobnie także po to, by uratować to, co jeszcze było do uratowania.
Wspólnie ze swoim synem Janem Utzonem opracował wytyczne dotyczące przyszłych renowacji, aby stopniowo harmonizować wnętrze z zewnętrzem Sydney Opera House. Na przykład w 2004 roku otwarto Utzon Room – pierwsze wnętrze gmachu opery, które na wskroś odpowiadało jego oryginalnej wizji.
Również na arenie międzynarodowej jego arcydzieło i osiągnięcia zostały docenione bardzo późno. W 2003 roku Jørn Utzon otrzymał Nagrodę Pritzkera, najwyższe wyróżnienie w dziedzinie architektury. W uzasadnieniu wyraźnie podkreślono przy tym, jak ważna była jego praca i jak bardzo Sydney Opera House ukształtowało architekturę XX wieku.
Dla samego gmachu opery w Sydney też była nagroda: w 2007 roku został wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. To było coś wyjątkowego! Tym samym Utzon był dopiero drugim architektem na świecie, który doczekał tego najwyższego uznania dla swojego dzieła za życia, w wieku 89 lat.
Podsumowanie: Sydney Opera House
Sydney Opera House pokazuje nam jeszcze dziś, dziesiątki lat po swoim otwarciu, co jest możliwe, gdy inżynierowie i architekci współpracują ramię w ramię. Wizjonerskie projekty i innowacyjna sztuka inżynierska – potrzeba obu, aby tworzyć arcydzieła takie jak Sydney Opera House.
Odważne projekty i innowacyjna praca prawdziwych pionierów razem stworzyły coś, co wówczas mało kto uważał za możliwe. Obie dyscypliny napędzały się wzajemnie. Swoim spektakularnym dachem, wczesnym zastosowaniem komputerów do obliczeń i nowymi metodami budowlanymi Sydney Opera House ustanowiło imponujące standardy dla wielu późniejszych budowli.
Jednocześnie historia Sydney Opera House imponująco pokazuje, jak ważne mogą być ludzkie niuanse we wszystkich tych kwestiach technicznych i wyzwaniach. Komunikacja i współpraca – i to ponad różnymi branżami i hierarchiami: tylko tak może powstać prestiżowa budowla, która nawet dekady później zachwyca wszystkich. Od turystów, przez inżynierów, po marzących architektów, którzy już planują następną, na pierwszy rzut oka niemożliwą, budowlę.